Niemierzyn wygląda dziś na spokojną dzielnicę willi, bloków i starych drzew na skraju Lasu Arkońskiego. Pod tą codziennością kryje się jednak wieś biskupów kamieńskich, młyny na niewielkim strumieniu, sady wiśniowe, wielki ewangelicki zakład opiekuńczy i jego tragiczny koniec w 1940 roku, a wreszcie osiedla z wielkiej płyty, które zmieniły tę okolicę w latach 70.
Poniżej rozwijamy krótkie ciekawostki ze strony osiedla w dłuższe opowieści. Trzymamy się tego, co można sprawdzić w źródłach, a tam, gdzie wiedza się urywa, piszemy o tle epoki i o tym, co da się zobaczyć na spacerze ulicami Arkońską, Broniewskiego i Doktora Judyma.
Arkońskie-Niemierzyn – historie
Wieś Niemców, której polską nazwę nadano w 1945 roku
Najstarsze słowiańskie formy nazwy tej osady brzmiały Niemcza i Niemica. Znaczenie jest dość przejrzyste: chodziło o miejsce zamieszkane przez Niemców, wyróżniające się na tle okolicznych wsi słowiańskich. Z czasem nazwę zniemczono do postaci Nemitz i w takiej formie przetrwała ona aż do połowy XX wieku. W XIV wieku wieś leżała mniej więcej tam, gdzie dziś biegnie ulica Arkońska, i należała do biskupstwa kamieńskiego.
Szczecin od dawna interesował się tym miejscem, bo płynął tędy strumień Warszewiec, a woda oznaczała młyny i pieniądze. W 1351 roku miasto odkupiło od biskupa trzy tutejsze młyny. Wieś przez stulecia pozostawała jednak rolniczym przedmieściem, a do Szczecina włączono ją dopiero w 1900 roku, razem z Grabowem i Bredowem, gdy miasto gwałtownie rosło.
Po II wojnie światowej, gdy Szczecin znalazł się w granicach Polski, trzeba było na nowo ponazywać dzielnice i ulice. Nazwę Niemierzyn nadał tej części miasta pierwszy polski prezydent Szczecina, urbanista Piotr Zaremba, który kierował miastem w latach 1945–1950. Nowa nazwa brzmi podobnie do dawnej, ale nie powtarza już wprost jej znaczenia.
Nazwa szybko się przyjęła i wyszła poza granice samej dzielnicy. Nosi ją Dolina Niemierzyńska, ulica Niemierzyńska i dawna zajezdnia tramwajowa Niemierzyn, otwarta około 1913 roku. Ostatni tramwaj wyjechał z niej 1 października 2004 roku, a dziś w jej halach działa Muzeum Techniki i Komunikacji – dobry punkt startowy spaceru po dawnym Nemitz.
Kückenmühle, czyli młyn, który dał imię wielkiemu zakładowi
Warszewiec to dziś strumień, którego łatwo nie zauważyć – na dużej długości płynie kanałami i rurami pod ziemią. Kiedyś napędzał młyny. W połowie XIX wieku w samym Nemitz pracowały na nim cztery młyny wodne, a jeden z nich, wzmiankowany w źródłach z początku XIX wieku jako Kückenmühle albo Kyckermühle, przeszedł do historii zupełnie nie dzięki mąkom i kaszom.
W 1863 roku młyn wraz ze stajnią i działką o powierzchni 14 mórg kupił Gustav Jahn, kierownik zakładów opiekuńczych w Żelechowej. Od 1860 roku zbierał datki na założenie domu dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną, prowadzonego w ramach ewangelickiej Misji Wewnętrznej. Uroczyste otwarcie odbyło się 14 października 1863 roku w przebudowanym i powiększonym młynie. Na początek zamieszkało tu trzech wychowanków pod okiem pięciorga opiekunów, a pierwszym kierownikiem został pastor Wilhelm Bernhard.
Zakład rósł bardzo szybko. Po 25 latach mieszkało w nim 238 wychowanków, a w 1909 roku – około 1100 osób, którymi opiekowało się 200 pracowników, w 75 budynkach. Wychowankowie uczyli się jak w zwykłej szkole ludowej, pracowali w polu, przy zwierzętach i w szkółce drzew. W 1938 roku Kückenmühle miała około 1500 podopiecznych i była największą placówką diakonijną Pomorza. Stara nazwa młyna stała się nazwą całego miasteczka opieki.
Koniec był tragiczny. 24 kwietnia 1940 roku gauleiter Franz Schwede-Coburg nakazał opróżnić zakład w ciągu trzech miesięcy – zrobiono to w cztery tygodnie. Większość mieszkańców wywieziono do innych placówek, a wielu zamordowano potem w ramach nazistowskiej akcji T4. Po wojnie w części budynków przy Arkońskiej urządzono szpital zakaźny. Spacerując ulicami Broniewskiego, Doktora Judyma i Malinową, wciąż mija się ceglane pawilony zakładu, a przy Malinowej stoi jego dawna wieża ciśnień.
Kościół, któremu na wojnę zdjęto hełm wieży
Neogotycki kościół przy ulicy Broniewskiego zbudowano w latach 1888–1889 dla pensjonariuszy i pracowników zakładu Kückenmühle. Była to ewangelicka świątynia wzniesiona na planie prostokąta, z wieżą od zachodu i prezbiterium od wschodu. Miała też rozwiązania ułatwiające udział w nabożeństwach osobom z niepełnosprawnościami – co w kościele zakładowym było rzeczą zupełnie praktyczną. Zakładem kierował wtedy wspomniany już pastor Wilhelm Bernhard.
Po likwidacji zakładu w 1940 roku kościół stracił swoją wspólnotę. W czasie walk o Szczecin w 1945 roku zdjęto mu hełm wieży, bo na jej szczycie urządzono stanowisko obrony przeciwlotniczej. Po wojnie żołnierze radzieccy urządzili w świątyni stajnię.
Potem przez krótki czas kościół należał do wiernych Kościoła polskokatolickiego, niezależnego od Rzymu wyznania. Wiernych tego Kościoła mieszkało jednak w okolicy zbyt mało, by utrzymać świątynię, i budynek znów opustoszał. Dopiero po 1956 roku władze przekazały go do kultu, a 19 maja 1957 roku poświęcono go jako kościół rzymskokatolicki. Parafia św. Kazimierza powstała 28 maja 1973 roku.
Dziś wieżę znów wieńczy strzelisty hełm, a czerwoną cegłę kościoła dobrze widać spomiędzy drzew dawnego zakładu. Warto obejść go dookoła i spojrzeć na sąsiednie pawilony – razem tworzą jeden z najlepiej zachowanych zespołów architektury przełomu XIX i XX wieku w tej części miasta.
Pierwsze w regionie bloki z systemu Wk70
W latach 70. Szczecin, jak całe ówczesne państwo, budował szybko i dużo. Na wolnych terenach Niemierzyna wyrosły dwa osiedla z wielkiej płyty. Większe, Osiedle Arkońskie, zaprojektowali Tadeusz Łyżwa i Jacek Przybylski: na 33 hektarach między ulicami Chopina, Wiosny Ludów i Wszystkich Świętych stanęło 45 budynków – dziesięć wieżowców i 35 niższych bloków – z 2169 mieszkaniami dla około sześciu tysięcy osób.
Po zachodniej stronie Arkońskiej, między nią a ulicami Wiosny Ludów i Tatrzańską, powstało mniejsze Osiedle Tatrzańskie, z budynkami pięcio- i jedenastokondygnacyjnymi. Nazwę wzięło od ulicy Tatrzańskiej. Jego pięciopiętrowe bloki uchodzą za pierwsze w województwie wzniesione w systemie Wk70 – jednej z odmian wielkopłytowego systemu W-70, z którego w latach 70. budowano osiedla w wielu polskich miastach.
Wielka płyta polegała na tym, że ściany i stropy produkowano w fabryce domów jako gotowe elementy, a na budowie dźwigi składały je jak klocki. Kolejne systemy różniły się rozstawem ścian, wielkością płyt i możliwymi układami mieszkań. Dla mieszkańców najważniejsze było to, że mieszkania powstawały szybko – a w powojennym Szczecinie ludzi przybywało znacznie szybciej niż dachów nad głową.
Bloki Osiedla Tatrzańskiego stoją dziś tuż obok zabudowań dawnego zakładu Kückenmühle i szpitala przy Arkońskiej. To jedno z niewielu miejsc w mieście, gdzie w ciągu kilku minut przechodzi się od XIX-wiecznych ceglanych pawilonów przez wille sprzed I wojny światowej do typowego osiedla z lat 70.
Wiśnie z Nemitz na szczecińskim rynku
Pod koniec XVII wieku Nemitz było małą wsią: mieszkało w niej pięciu gospodarzy i czterech zagrodników. Pola miały piaszczystą, mało urodzajną glebę, więc chleba z nich nie było wiele. Ratowały wieś łąki – w suche lata zbierano z nich około 50 łasztów siana – oraz prawo wypasu bydła w okolicznych lasach. Część łąk służyła za pastwiska dla koni i wołów.
Prawdziwym towarem były jednak wiśnie. Mieszkańcy uprawiali je w przydomowych ogrodach, a owoce sprzedawali w pobliskim Szczecinie z dużym zyskiem. Bliskość wielkiego miasta była tu atutem, bo wiśnie to owoc, który źle znosi długą drogę i szybko traci świeżość. Dodatkowo zagrodnicy dorabiali tkaniem lnu.
Życie nie było lekkie. Gospodarze pracowali dla miasta trzy dni w tygodniu latem na polach, a zimą wykonywali inne zadania, na przykład wozili drewno. Każdy z nich miał według opisów sześć koni i cztery woły, zatrudniał też dziewkę i małoletniego parobka. Wieś spłonęła w czasie wojny trzydziestoletniej i trzeba ją było odbudowywać od nowa.
W XIX wieku Nemitz zaczęło się zmieniać w przedmieście. W 1864 roku mieszkało tu 110 rodzin, z których większość pracowała już w Szczecinie, a we wsi było dziewięć ogrodów uprawnych. Po sadach wiśniowych nie ma dziś śladu w nazwach ani zabytkach, ale ogrody przy willach Niemierzyna, opadające w stronę Warszewca, wciąż przypominają, że to była zielona, ogrodnicza okolica miasta.
Opracowanie własne serwisu na podstawie publikacji o historii Szczecina. Zdjęcia: Wikimedia Commons (autor i licencja przy zdjęciu).