Podjuchy wyglądają dziś na spokojne osiedle willi między Regalicą a Puszczą Bukową. Trudno uwierzyć, że to tutaj, w dawnej wsi rybaków i rolników, powstała firma, która po stu latach stała się jednym z największych na świecie producentów materiałów ogniotrwałych. Że po wojnie Podjuchy przez trzy lata były osobnym miastem, w którym mieszkało zaledwie kilkaset osób. I że na kościelnej wieży wisi dzwon z wezwaniem z Księgi Jeremiasza, odlany na dwa lata przed wybuchem wojny.
W tych opowieściach rozwijamy cztery krótkie ciekawostki ze strony osiedla – o fabryce Didiera, o powojennym wyludnieniu, o dzwonie z 1937 roku i o królewskim pomyśle hodowli jedwabników – a na koniec dodajemy jeszcze jedną: o wielkim pożarze, który w XIX wieku strawił średniowieczną wieś.
Podjuchy – historie
Od wiejskiej cegielni do światowego koncernu
16 kwietnia 1834 roku Friedrich Ferdinand Didier kupił od państwa pruskiego cegielnię i wapiennik w Podjuchach i założył firmę Chamottefabrik F. Didier in Podejuch. Wykorzystywał miejscowe surowce: glinę, margiel, a od 1849 roku – odkryte przez siebie złoża piasku i żwiru kwarcowego, z których jako jeden z pierwszych w Niemczech wytwarzał materiały ogniotrwałe, czyli szamot. Produkował zaprawę garncarską, cegły i kamienie szamotowe oraz retorty dla gazowni, a odbiorcy byli w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie, Poczdamie i Królewcu.
Sam założyciel nie doczekał wielkiej kariery swojej firmy. W 1864 roku przyjął na wspólnika Wilhelma Kornhardta, cenionego specjalistę od budowy gazowni, i rok później obaj założyli w Szczecinie spółkę. Didier zmarł w 1867 roku, Kornhardt – bezdzietnie – w 1871 roku, a jego spadkobiercy sprzedali zakład szczecińskiemu przedsiębiorcy A.H. Zanderowi. To on w 1872 roku przekształcił firmę w spółkę akcyjną, zachowując w nazwie dopisek dawniej Didier.
Wokół fabryki rozwinęło się całe zagłębie: wapienniki, cegielnie i kopalnie margla, z którego część wydobywano szybami, wypłukując surowiec wodą. Torf z okolicznych złóż palono w wapiennikach i sprzedawano szczecińskim cukrowniom. W 1925 roku zarząd przeniósł się do Berlina. Pod koniec 1930 roku koncern miał w całej Rzeszy 23 fabryki materiałów ogniotrwałych, a od 1932 roku nosił nazwę Didier-Werke AG.
Po 1945 roku firma straciła dwie trzecie majątku, w tym zakłady na wschód od Odry, a fabryka w Podjuchach została zniszczona w czasie walk. Koncern odbudował się w Niemczech Zachodnich i przeniósł siedzibę do Wiesbaden – polskie źródła podają rok 1946, niemieckie 1949. W latach 90. miał zakłady w kilku krajach Europy, w Kanadzie, USA i Malezji, a w 1995 roku przejęła go austriacka grupa RHI. Firma, która zaczynała od wiejskiej cegielni nad Regalicą, działa w Wiesbaden do dziś pod nazwą RHI Magnesita Deutschland.
Miasto, w którym zostało 511 osób
Podejuch na przedwojennym zdjęciu lotniczym – miejscowość liczyła wtedy ponad 9 tysięcy mieszkańców.Fot. Unknown author Unknown author, CC BY-SA 3.0 de, Wikimedia Commons (zmniejszone)
W latach 30. XX wieku Podjuchy przeżywały szczyt rozwoju. Państwo budowało tu koszary i odcinek autostrady, która miała połączyć Rzeszę z Prusami Wschodnimi, a nowe mosty drogowy i kolejowy na Regalicy i Odrze Zachodniej połączyły wieś z centrum Szczecina. Powstały dwie szkoły, ratusz gminy i wille na stokach wzgórz. W 1939 roku mieszkało tu około 9,2 tysiąca osób, w przeważającej większości ewangelików, a 15 października tego roku Podjuchy włączono do Wielkiego Szczecina.
Wiosną 1945 roku o Prawobrzeże toczyły się ciężkie walki. Zniszczono centrum Podjuch, fabrykę szamotu, dworzec oraz mosty na Odrze Zachodniej i Regalicy, przez co cały prawy brzeg został odcięty od miasta. Niemieccy mieszkańcy uciekli lub zostali wysiedleni, a polskich osadników przybywało powoli – przeszkadzały zniszczenia, brak bezpieczeństwa i kłopoty z dojazdem. Podjuchy przyłączono do powiatu gryfińskiego i przekształcono w samodzielne miasto. W lutym 1946 roku liczyło ono zaledwie 511 mieszkańców, czyli mniej więcej co osiemnastą osobę sprzed wojny.
Ożywienie przyszło dopiero po odbudowie mostów i ponownym włączeniu do Szczecina w 1948 roku. Jeszcze w latach 50. głównie odgruzowywano i rozbierano zniszczone domy, a pierwsze bloki przy ulicy Krzemiennej stanęły pod koniec tej dekady. Od lat 60. zaczęło się budownictwo indywidualne, które trwa do dziś. Obecnie osiedle liczy około 8,6 tysiąca mieszkańców – prawie tyle, co przed wojną.
Ziemio, ziemio, ziemio – dzwon z 1937 roku
Kościół Piotra i Pawła – na jego wieży wisi dzwon z 1937 roku.Fot. Manfred Rackelhuhn, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Na wieży kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła przy placu Wolności wisi dzwon odlany w 1937 roku. Wyryto na nim niemiecki napis Land, Land, Land, höre des Herrn Wort – Ziemio, ziemio, ziemio, słuchaj słowa Pańskiego. To cytat z 22. rozdziału Księgi Jeremiasza, z proroctwa skierowanego przeciwko królom Judy.
Trudno dziś powiedzieć, dlaczego ewangelicka gmina w Podjuchach wybrała właśnie te słowa. Dostępne źródła nie opisują okoliczności fundacji dzwonu. Warto jednak pamiętać o kontekście: w 1937 roku część niemieckich protestantów skupionych w Kościele Wyznającym otwarcie sprzeciwiała się nazistowskiej polityce wobec Kościoła, a kilka kilometrów dalej, w sąsiednim Finkenwalde, właśnie tej jesieni gestapo zamknęło seminarium Dietricha Bonhoeffera. Czy napis był zwykłym cytatem biblijnym, czy cichym komentarzem do czasów – tego nie wiemy.
Sam kościół jest od dzwonu starszy o ponad sześćdziesiąt lat. Zbudowano go w latach 1875–1876 według projektu szczecińskiego mistrza budowlanego Kruhla, w miejscu średniowiecznej świątyni zniszczonej w pożarze wsi w 1868 roku. W czasie II wojny światowej został uszkodzony, a wyposażenie w większości zrabowano. 15 września 1945 roku poświęcono go jako kościół katolicki. Zachowały się neogotycka empora z prospektem organowym, chrzcielnica z początku XX wieku, krucyfiks z 1938 roku i dawny mechanizm zegara na wieży.
Królewskie jedwabniki nad Regalicą
Plac Wolności – serce dawnej wsi, w której król kazał hodować jedwabniki.Fot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Wśród zapisków o dawnych Podjuchach jest i taki: król pruski Fryderyk II polecił założyć we wsi hodowlę jedwabników. Brzmi to egzotycznie, ale w XVIII wieku było częścią szerokiej polityki gospodarczej. Fryderyk chciał uniezależnić Prusy od drogiego jedwabiu sprowadzanego z zagranicy i już w 1742 roku edyktem nakazał sadzenie morw, których liśćmi żywią się gąsienice jedwabnika. Hodowla wymagała cierpliwości: gąsienice karmiono świeżymi liśćmi morwy, a zebrane kokony trzeba było jeszcze przerobić na nić.
Dostępne źródła nie podają, jak długo działała hodowla w Podjuchach ani jakie przynosiła efekty. Nie wiadomo też, gdzie rosły morwy, którymi karmiono gąsienice. W Podjuchach nie przetrwały żadne znane ślady tej działalności.
Wieś miała wtedy zupełnie inny charakter niż dziś. Należała do szczecińskiego klasztoru św. Jana, a po 1791 roku podlegała państwowej Kamerze. Mieszkańcy uprawiali na morenowych wzgórzach żyto, pszenicę, fasolę, len, koniczynę i chmiel, hodowali bydło na nadrzecznych łąkach, które dawały dwa pokosy w roku, i łowili ryby w Regalicy. Przy rzece stało kilka młynów, które przestały pracować, gdy obniżył się poziom wody. Ślad tej dawnej wsi zachował się w układzie ulic wokół placu Wolności, choć z samej zabudowy zostało niewiele.
Pożar, który strawił średniowieczną wieś
18 sierpnia 1868 roku w Podjuchach wybuchł wielki pożar. Ogień strawił znaczną część wsi i doszczętnie zniszczył średniowieczny, gotycki kościół. Dla mieszkańców była to katastrofa, ale też początek zmian: odbudowa zbiegła się z czasem szybkiego rozwoju przemysłu, a nowy, neogotycki kościół, który stanął w latach 1875–1876, kosztował 41 850 marek.
Wieś była wtedy w trakcie wielkiej przemiany. W 1858 roku liczyła 1052 mieszkańców, a w 1833 roku żyło tu 31 rodzin rybackich. Od 1851 roku miała połączenie pocztowe. Z biegiem lat rolnictwo zanikało: w 1894 roku zostało już tylko dziesięć zagród chłopskich, bo nieuregulowane strumienie wypłukiwały glebę, a mieszkańcy woleli pracować w fabrykach i składach drewna po drugiej stronie Odry. Na przełomie XIX i XX wieku Podjuchy stały się też popularnym celem wycieczek szczecinian – działały tu fabryka krochmalu, tartak, bednarnia i wędzarnie węgorzy.
Z dawnej wsi do dziś zostało niewiele. Najlepiej poczuć jej historię na placu Wolności, przy kościele, a potem przejść ulicami o nazwach minerałów i metali – Granitową, Niklową czy Cynową – które prowadzą na stoki Wzgórz Bukowych, gdzie od lat 30. XX wieku rosła willowa część Podjuch. W lapidarium przy ulicy Radosnej można obejrzeć fragmenty dawnych nagrobków.
Most kolejowy nad Regalicą – od lat 30. łączy Podjuchy z lewym brzegiem.Fot. Ein Dahmer, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)Podjuchy z lotu ptaka – między Regalicą a Puszczą Bukową.Fot. Kapitel, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)Dom przy ulicy Niklowej – pamiątka po przemysłowych Podjuchach.Fot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)Stacja Szczecin Podjuchy po modernizacji.Fot. Kapitel, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)Ulica Cynowa – willowa część Podjuch na stokach Wzgórz Bukowych.Fot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)