Jezioro Szmaragdowe wygląda jak dzieło natury: zielona woda, strome, porośnięte bukami zbocza, cisza Puszczy Bukowej. A jednak to jeden z najbardziej przemysłowych krajobrazów Szczecina. Jeszcze sto lat temu w tym miejscu huczała kopalnia kredy i margla, jeździła kolejka z urobkiem, a obok rosła hałda ziemi, z której dziś podziwia się panoramę miasta.
Rozwijamy tu krótkie ciekawostki ze strony jeziora w dłuższe opowieści – o kopalni, kolejce, kolorze wody i legendzie o duchu Skarbku. Na końcu każdej podpowiadamy, czego szukać podczas spaceru po Zdrojach.
Jezioro Szmaragdowe i Puszcza Bukowa – historie
Małe jezioro, które ma osiemnaście metrów głębokości
Jezioro jest niewielkie: ma około 2,85 hektara powierzchni, 289 metrów długości i do 165 metrów szerokości. Obejście go zajmuje kilkadziesiąt minut. Za to w najgłębszym miejscu sięga 18 metrów, a jego lustro leży 42 metry nad poziomem morza. Takie proporcje nie zdarzają się zwykłym jeziorom polodowcowym – to po prostu zalane wyrobisko.
Historia zaczęła się w 1862 roku, gdy w Finkenwalde, dzisiejszych Zdrojach, ruszyła przemysłowa eksploatacja margla dla pobliskiej fabryki cementu portlandzkiego Stern. Ciekawe jest samo złoże: według geologów był to porwak, czyli ogromny płat skał przywleczony i wypiętrzony przez lądolód. Lodowiec, który ukształtował Wzgórza Bukowe, tak pofałdował warstwy, że miejscami starsze leżą tu nad młodszymi. Margiel miał grubość 40–60 metrów.
Początkowo wydobywano go powyżej poziomu wód gruntowych, ale z czasem górnicy schodzili coraz niżej, aż wyrobisko osiągnęło około 20 metrów poniżej otaczającego terenu. Nad nim wznosiła się pionowa, mniej więcej pięćdziesięciometrowa ściana margla. Kopalnię nazywano Katharinen Kreidegrube, a powstałe później jezioro – Herta See albo Kreide See, czyli Jezioro Kredowe.
Jezioro nie ma dopływów ani odpływu. Woda gruntowa sączy się do niego cały czas – widać to, idąc ścieżką tuż przy brzegu – a jej nadmiar spływa do studzienki przy moście widokowym. Brzegi opadają bardzo stromo, kilka kroków od lądu jest już kilka metrów wody, a na dnie leżą resztki maszyn. Dlatego kąpiel jest tu zabroniona.
Wzgórze Widok, czyli punkt widokowy na hałdzie
Kopalnia potrzebowała tylko margla. Wszystko, co leżało nad nim – piasek, glinę, ziemię – trzeba było gdzieś wywieźć. Ten niepotrzebny nadkład usypywano na hałdę na północny zachód od wyrobiska. Tak powstało wzgórze Widok, wznoszące się na 55 metrów nad poziomem morza, między dzisiejszymi ulicami Grabową i Kopalnianą.
Szczecinianie szybko docenili, że z usypanego wzniesienia rozciąga się świetny widok. Przed wojną na jego płaskim wierzchołku stał okrągły pawilon widokowy w formie monopterosu, czyli kolistej kolumnady pod kopułą, zaprojektowany przez architekta o nazwisku Delbrück. Pawilon nie przetrwał. Zachował się natomiast niewielki żelbetowy schron bojowy z czasów II wojny światowej.
Na stokach wzgórz wokół jeziora kryją się też tajemnicze podziemia: zespół parterowych budynków, a pod nimi tunele o łącznej długości około 700 metrów, na głębokości od kilku do kilkunastu metrów. Ich pierwotne przeznaczenie nie jest znane. Według jednej z hipotez mogło tu być zapasowe stanowisko dowodzenia nazistowskiego gauleitera Pomorza. Po wojnie przez wiele lat działał tu ośrodek szkoleniowy straży pożarnej, a od 2005 roku obiektem opiekuje się Szczecińskie Towarzystwo Poszukiwawcze, które udostępniło część tuneli zwiedzającym. Zimą są zamknięte, bo śpią w nich nietoperze.
Dziś na skraju wzgórza urządzono punkt widokowy nazywany Okiem na Szczecin, z wiatami, ławkami i miejscami na ognisko. Patrzy się stąd na lewobrzeżne miasto i dolinę Odry. Warto pamiętać, że stoi się na ziemi wydobytej kiedyś z miejsca, gdzie teraz jest jezioro.
Betonowy most i kolejka do cementowni
Najbardziej charakterystycznym punktem nad jeziorem jest betonowy most łukowy nad wąskim przesmykiem. To pozostałość torowiska kolejki, która wywoziła urobek z kopalni do cementowni Stern przy dzisiejszej ulicy Batalionów Chłopskich. Tędy jeździły wagoniki z marglem, a fragmenty torów i maszyn spoczywają dziś na dnie jeziora.
Cementownia Stern, założona w 1862 roku, należała do rodziny Toepfferów. Albert Eduard Toepffer, właściciel Sterna i zakładów Comet na Żelechowej, wiedział, że najlepszą reklamą cementu są budowle z cementu. Około 1880 roku z jego inicjatywy powstała sztuczna grota Za Łukami – w środku miała przypominać naturalną jaskinię w wapieniu, ze stalaktytami i naciekami. Przed nią wzniesiono dwa łuki o rozpiętości około 30 metrów i wysokości około 10 metrów: jeden z betonu, drugi, cieńszy, z żelbetu. Porównanie obu było pokazem możliwości nowego materiału.
Na łukach stała platforma z dachem w kształcie pagody, na której występowali artyści, a nad grotą urządzono parkiet taneczny i oszklony ogród zimowy. Obok wystawiano wyroby zakładów: betonowe rury, płyty chodnikowe, przedmioty z białego cementu. Od około 1900 roku całe miejsce było dostępne dla publiczności. W 1912 roku na pięćdziesięciolecie cementowni ustawiono przed grotą dwa pomniki, które stoją do dziś.
Kilkaset metrów na zachód od groty zachował się kilkudziesięciometrowy tunel transportowy dawnej kopalni, a na jego osi wąski, zaledwie metrowej szerokości ceglany mostek. Spacerując od jeziora w stronę ulicy Grabowej, można więc przejść całą trasę dawnego przemysłu: od wyrobiska, przez tory i tunel, po grotę reklamową właściciela.
Skąd ta zieleń i dlaczego w wodzie prawie nic nie rośnie
Nazwa jeziora mówi wszystko: woda ma kolor szmaragdu, czasem turkusu, a w pochmurne dni prawie granatu. Odpowiada za to węglan wapnia. Pochodzi z rozpuszczania kalcytu, minerału budującego wapienne skały dawnego wyrobiska. Te same skały, które kiedyś szły do pieców cementowni, dziś barwią jezioro.
Duża zawartość węglanu wapnia ma też drugą stronę. W wodzie nie rozwinęło się intensywne życie biologiczne, a na stromych brzegach brakuje trzcin i szuwarów. Dla ptactwa wodnego to zła wiadomość, bo trzcinowiska są dla niego schronieniem i stołówką, dlatego na tafli rzadko widuje się ptaki wodne.
Za to las wokół jeziora jest doskonałym przykładem tego, jak przyroda odzyskuje teren po przemyśle. Po zakończeniu wydobycia w 1925 roku nikt go nie sadził. Najpierw na nagich zboczach pojawiły się brzozy i topole, potem robinie, wiązy górskie, sosny i klony. Dziś przeważa buczyna pomorska z fragmentami ciepłolubnej dąbrowy. Na nasłonecznionych stokach rosną rośliny kserotermiczne, m.in. storczyk buławnik wielkokwiatowy, a w lesie gniazdują dzięcioły, kowaliki, kruki i sójki. Żyją tu też borsuki, kuny, lisy i sarny.
Kolor najlepiej widać wiosną, zanim liście w pełni się rozwiną, i w słoneczne dni, gdy światło wpada głęboko w wodę. Z mostu i z wyższych partii ścieżki zieleń jest najintensywniejsza.
Duch Skarbek i dzień, w którym przyszła woda
Z zalaniem kopalni wiąże się miejscowa legenda. Od czasu, gdy na początku XIV wieku w okolicy otwarto pierwsze kopalnie, miał w nich grasować chciwy i złośliwy duch zwany Skarbkiem. Przez stulecia gromadził bogactwa i ukrył je pod ziemią, u stóp południowego urwiska. Gdy kilof górnika wreszcie odsłonił jego skarbiec, rozgniewany Skarbek zalał wszystko wodą. Źródła nie mówią, kiedy ta opowieść powstała i kto ją pierwszy spisał.
Prawdziwa historia jest mniej baśniowa, ale równie dramatyczna. 16 lipca 1925 roku górnicy pracujący w południowej ścianie wyrobiska natrafili na warstwę piasków nasyconych wodą. Spod wysokiej na około 50 metrów, pionowej ściany margla wdarła się woda, która szybko zalała odkrywkę. Wszyscy pracujący wtedy robotnicy zdołali się uratować. Jednocześnie osunęła się część ściany, tworząc stożek osuwiskowy.
Nie wszyscy badacze zgadzają się, że stało się to w jeden dzień. Część lokalnych historyków uważa, że zalewanie trwało dłużej, nawet kilka lat, a data z 1925 roku jest raczej symbolicznym końcem wydobycia. Wyrobiska w każdym razie nie osuszono. W 1959 roku z południowego zbocza zsunęła się kolejna masa ziemi, która zmniejszyła powierzchnię jeziora o około 0,4 hektara, a strome ściany do dziś zmieniają się: powstają na nich nowe rynny, obrywy i drobne osuwiska.
Legenda dobrze pasuje do tego miejsca. Wczesnym jesiennym rankiem, gdy nad ciemną wodą unosi się mgła, a od strony urwiska ciągnie chłodem, łatwo uwierzyć, że ktoś tu wciąż pilnuje swoich skarbów. Południowy brzeg z osuwiskiem najlepiej widać z mostu.
Opracowanie własne serwisu na podstawie publikacji o historii Szczecina. Zdjęcia: Wikimedia Commons (autor i licencja przy zdjęciu).