Brama Królewska stoi dziś samotnie przy ruchliwym skrzyżowaniu i łatwo minąć ją w biegu, jak zwykłą dekorację miasta. Tymczasem w tej jednej barokowej budowli spotyka się kilka zupełnie różnych historii: pruski król, który kupił Szczecin od Szwedów, holenderski inżynier od twierdz, francuski rzeźbiarz, kamienne figury ukryte w lesie przed bombami i polski generał, który w szczecińskim więzieniu pisał podręcznik rolnictwa.
Poniżej rozwijamy krótkie ciekawostki ze strony bramy w dłuższe opowieści. Trzymamy się tego, co potwierdzają źródła – a tam, gdzie się one różnią, piszemy to wprost. Na koniec każdej historii podpowiadamy, czego szukać, stając przed bramą.
Brama Królewska – historie
Dwie bramy, jeden inżynier i dwa miliony talarów
Brama Portowa – starsza siostra Bramy Królewskiej, z tej samej ręki inżyniera i rzeźbiarzaFot. Kapitel, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Gdy w 1720 roku Szczecin na dobre przeszedł w ręce pruskie, król Fryderyk Wilhelm I nie zamierzał zostawić go w kształcie, w jakim odziedziczył go po Szwedach. Pruskie wojska stały w mieście już od 1713 roku, a pokój sztokholmski przypieczętował zmianę władzy – Prusy zapłaciły Szwecji za tę część Pomorza dwa miliony talarów. Nowy właściciel chciał mieć nowoczesną twierdzę i przy okazji pokazać wszystkim wjeżdżającym, kto tu teraz rządzi.
Zadanie powierzono Gerhardowi Corneliusowi van Wallrawe, synowi holenderskiego oficera, urodzonemu w 1692 roku w westfalskim Warendorfie. Był to specjalista od fortyfikacji, który na zlecenie pruskich królów przebudowywał twierdze w Kłodzku, Nysie, Brzegu, Głogowie, Koźlu, Świdnicy i Magdeburgu. W Szczecinie od połowy lat dwudziestych XVIII wieku kierował budową bastionów, rawelinów i fortów, a przy okazji zaprojektował nowe, reprezentacyjne bramy w miejsce średniowiecznych.
Z tych bram przetrwały dwie. Brama Berlińska, dziś Portowa, powstała w latach 1725–1727, a Brama Anklamska, dziś Królewska, w latach 1725–1728. Obie ozdobił ten sam francuski rzeźbiarz pracujący dla pruskiego dworu, Bartholomé Damart. Mają więc wspólny barokowy język, ale nie są bliźniaczkami: na Bramie Portowej najważniejsza jest łacińska inskrypcja o prawach Brandenburgii do Pomorza i Szczecina oraz panorama miasta z Viadrusem, bogiem Odry, a na Królewskiej – postacie Marsa i Herkulesa oraz pruski orzeł.
Gdy w 1873 roku zdecydowano o likwidacji twierdzy i rozbiórce wałów, bramy mogły podzielić los bastionów. Według niemieckich opracowań o ich zachowanie zabiegał Hugo Lemcke, badacz pomorskich zabytków. Obie trafiły w 1954 roku do rejestru zabytków, jedna po drugiej – Portowa pod numerem A-790, Królewska pod numerem A-791. Dzielą je dziś około sześćset metrów spaceru, więc łatwo zobaczyć je jednego popołudnia i porównać dekoracje.
Mars i Herkules przeczekali wojnę w lesie
W czasie II wojny światowej Szczecin był regularnie bombardowany, a centrum miasta legło w dużej części w gruzach. Ktoś w porę uznał, że barokowe rzeźby z bram twierdzy są zbyt cenne, by ryzykować. Zdobienia ze szczytów Bramy Królewskiej – a także Bramy Portowej – zdemontowano i wywieziono do lasu na północnych obrzeżach miasta, który dziś nazywamy Lasem Arkońskim. Same bramy obsadzono bluszczem, który miał je zamaskować i uczynić mniej widocznymi.
Źródła nie podają, kto dokładnie podjął tę decyzję ani gdzie w lesie ukryto kamienie. Wiadomo natomiast, że zabieg się udał. Obie bramy przetrwały wojnę, podczas gdy wiele kamienic, kościołów i gmachów publicznych wokół nie miało tyle szczęścia. Ukryte rzeźby odnaleziono w 1957 roku i zamontowano z powrotem na swoich miejscach – po ponad dekadzie leżenia gdzieś między drzewami.
To nie był jedyny taki przypadek w Europie: w latach wojny w wielu miastach zdejmowano witraże, rzeźby i dzwony i chowano je w piwnicach, kopalniach czy na wsi. Szczecińska historia ma jednak szczególny posmak, bo rzeźby ukryli dawni mieszkańcy, a odnaleźli i przywrócili je już nowi, polscy szczecinianie, dla których była to pamiątka po cudzej, pruskiej przeszłości miasta.
Stając dziś od północy, warto spojrzeć na attykę. Leżące postacie to Mars z mieczem i tarczą oraz Herkules z maczugą i lwią skórą – te same, które spędziły wojnę w lesie. Bramę gruntownie odnowiono w 1994 roku, a ślady upływu czasu wciąż widać na kamieniu: zacieki, ciemne przebarwienia i zatarte krawędzie detali.
Brama, która prowadziła do Anklam, czyli do Nakła
Königstor w latach 90. XIX wieku – z tramwajem konnym w tleFot. nieznany autor, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Bramy dawnych miast nazywano zwykle od miejsca, do którego prowadziła wychodząca z nich droga. Brama Portowa nazywała się przed wojną Berlińską, bo zaczynał się za nią trakt do Berlina. Brama Królewska była pierwotnie Bramą Anklamską – Anklamer Tor – bo wiodła na zachód, w stronę Anklam, miasta nad Pianą na Pomorzu Przednim.
Anklam pojawia się w dokumentach w 1243 roku jako Tanchlim. Językoznawcy wywodzą tę nazwę od połabskiego imienia, a więc od czasów, gdy tereny te zamieszkiwali Słowianie. Pierwsze T z czasem odpadło, bo niemieckojęzyczni mieszkańcy kojarzyli je z dolnoniemieckim przyimkiem, i tak powstało Anclam, a potem Anklam. W polskich publikacjach można spotkać formy Tąglim i Tanglim, a w niektórych także Nakło i Nakielec. Miasto leżało przy szlaku handlowym ze Szczecina do Hamburga i portów meklemburskich, więc droga przez tę bramę była jedną z ważniejszych.
Po 1945 roku nowi mieszkańcy musieli bramę jakoś nazwać i przez pewien czas używali kilku nazw naraz: Anklamska, Nakielska albo Brama Hołdu Pruskiego, od placu, przy którym stoi. Ostatecznie przyjęła się Brama Królewska – tłumaczenie niemieckiego Königstor. Tę nazwę brama nosiła już w XIX wieku, choć źródła nie są zgodne co do daty i powodu: jedne mówią o 1806 roku, inne wiążą zmianę z wizytą króla Fryderyka Wilhelma IV w 1841 roku.
W rejestrze zabytków brama figuruje do dziś jako Brama Królewska (Nakielska) – to niewielki ślad tamtego powojennego wahania. Na archiwalnych zdjęciach z końca XIX wieku widać ją jeszcze w zupełnie innym otoczeniu: z ogrodzoną zielenią, szeroką aleją i tramwajem konnym przejeżdżającym tuż obok.
Pruski orzeł na placu Hołdu Pruskiego
Plac Hołdu Pruskiego – barokowa brama wśród powojennej zabudowyFot. Szczecinolog, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Adres Bramy Królewskiej to plac Hołdu Pruskiego – i trudno o bardziej przewrotne zestawienie. Nad przejazdem bramy wisi czarny pruski orzeł w łańcuchu Orderu Czarnego Orła, pod królewską koroną. To symbol państwa, które w XVIII i XIX wieku stało się jednym z zaborców Polski. Tymczasem nazwa placu przypomina chwilę, gdy role były odwrócone, a władca Prus klękał przed królem Polski.
Stało się to 10 kwietnia 1525 roku na krakowskim rynku. Dwa dni wcześniej zawarto traktat krakowski: ostatni wielki mistrz pruskiej gałęzi zakonu krzyżackiego, Albrecht Hohenzollern, przyjął luteranizm i zamienił państwo zakonne w świeckie księstwo, będące lennem Królestwa Polskiego. W czasie hołdu Albrecht otrzymał z rąk swojego wuja, króla Zygmunta Starego, chorągiew z herbem Prus Książęcych. Zależność od Korony podkreślała litera S – od imienia Sigismundus – umieszczona na piersi czarnego pruskiego orła.
Ta scena, uwieczniona później przez Jana Matejkę na słynnym obrazie, stała się w polskiej pamięci symbolem dawnej potęgi Rzeczypospolitej. Do placu dochodzi zresztą ulica Matejki. Polskie nazwy nadawane po 1945 roku często przypominały o dawnych związkach tych ziem z Polską i Słowiańszczyzną. Nazwa placu brzmi więc jak cicha odpowiedź na pruską symbolikę bramy.
Stojąc przed fasadą północną, można to zestawienie zobaczyć na własne oczy: w środkowym kartuszu orzeł w orderowym łańcuchu, wokół panoplia z broni, zbroi i sztandarów, a na szczycie grupy rzeźb, w tym związani jeńcy u stóp postumentu ze zbroją. Brama miała mówić o zwycięstwie i władzy – plac wokół niej opowiada dziś zupełnie inną wersję historii.
Generał, który w twierdzy napisał podręcznik rolnictwa
Tablica Chłapowskiego – pamiątka po więźniu twierdzy z 1833 rokuFot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Na ceglanej ścianie bramy wisi brązowa tablica z popiersiem oficera w mundurze. To Dezydery Chłapowski, urodzony w 1788 roku w wielkopolskiej Turwi. Jego życiorys starczyłby na kilka powieści: jako młody chłopak służył w pruskich dragonach, potem został oficerem ordynansowym Napoleona, przeszedł z nim kampanie hiszpańską, austriacką i moskiewską, a za bitwę pod Ratyzboną otrzymał tytuł barona cesarstwa.
Po wojnach napoleońskich osiadł w rodzinnej Turwi, odkupił zadłużony majątek i postanowił gospodarować nowocześnie. Pojechał do Anglii, gdzie praktykował, pracując fizycznie w gospodarstwie, a po powrocie zamienił trójpolówkę na płodozmian, wprowadził żelazny pług i koniczynę wzbogacającą glebę. Sadził też pasy drzew między polami – te zadrzewienia śródpolne chroni dziś park krajobrazowy jego imienia.
Gdy wybuchło powstanie listopadowe, Chłapowski znów włożył mundur. Walczył pod Grochowem, dowodził w wyprawie na Litwę, a po jej klęsce jego oddział musiał przekroczyć granicę pruską. Jako poddany króla pruskiego został skazany na rok więzienia; konfiskaty majątku uniknął, płacąc wysoką grzywnę. Karę odsiedział w twierdzy szczecińskiej. Według tablicy na bramie trwało to od kwietnia do grudnia 1833 roku, a więziono go w forcie Prusy.
Czas w celi nie poszedł na marne: właśnie w Szczecinie generał napisał podręcznik O rolnictwie, w którym zebrał doświadczenia z Turwi. Stał się jednym z prekursorów pracy organicznej w Wielkopolsce. Tablicę na Bramie Królewskiej odsłonili szczecińscy Wielkopolanie 27 marca 1999 roku, w 120. rocznicę jego śmierci. Szukaj jej na zachodniej ścianie bramy – czasem widać pod nią biało-czerwone wstążki zostawione przez odwiedzających.
Mars, rzymski bóg wojny, na attyce bramyFot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)Herkules z lwią skórą – symbol siły i męstwaFot. Kapitel, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)Fasada południowa, zwrócona ku placowi Żołnierza PolskiegoFot. Kapitel, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)