Fot. Ludwig Eduard Lütke, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Łasztownia – ciekawostki i historie
Łasztownia to wyspa, na którą Szczecin patrzy z Wałów Chrobrego i bulwarów: żurawie w barwach brązu, zieleni i żółci, długi, rdzawy kadłub Morskiego Centrum Nauki, strzelista wieża kościoła przy ruchliwej ulicy Energetyków. Za tym współczesnym obrazem kryje się siedemset lat portowej historii – od średniowiecznego składu balastu, przez gęstą robotniczą dzielnicę, po wyspę, która dopiero niedawno znów stała się miejscem spacerów.
Zebraliśmy tu opowieści rozwijające krótkie ciekawostki ze strony Łasztowni. Przy każdej podpowiadamy, gdzie jej szukać na wyspie albo po drugiej stronie Odry.
Łasztownia i bulwary nad Odrą – historie
Łaszt, balast i nazwa, którą miała połowa Hanzy
We wczesnym średniowieczu Łasztownia była tylko niewielką kępą naprzeciwko dzisiejszego Mostu Długiego. Tędy przeprawiano się przez bagnistą dolinę Odry i tędy biegł najstarszy szlak ze wschodu na zachodni brzeg rzeki. W 1283 roku wyspę kupiło miasto, w 1299 roku stanął pierwszy stały, drewniany Most Długi, a drogę w stronę Dąbia umacniano kamiennym nasypem – stąd późniejsza niemiecka nazwa Gross Stein Damm, czyli Wielka Kamienna Grobla, dziś ulica Gdańska.
Na wyspie urządzono składy i spichlerze, a statki pozbywały się tu balastu. Od tego wzięła się nazwa. Średniowieczne łacińskie słowa lastagium i lastadium łączyły się z ładunkiem i jego ciężarem; łaszt był w XIV wieku jednostką ładunku okrętowego i miarą towarów sypkich, w łasztach liczono też pojemność statków. Niemieckie Lastadie oznaczało zarazem miejsce składowania balastu: statek płynący z małym ładunkiem musiał zabrać więcej kamieni czy piasku, żeby zachować stateczność na fali, a przed załadunkiem trzeba je było gdzieś zostawić.
Łasztownie miało wiele miast nadbałtyckich i hanzeatyckich. Według zestawień historyków szczecińska pojawia się w źródłach w 1315 roku, a podobne miejsca w Królewcu, Elblągu, Gdańsku, Stralsundzie, Lubece, Rostocku czy Rydze odnotowano w XIV i XV wieku. W samym Szczecinie z czasem rozróżniano Wielką i Małą Łasztownię, a w 1500 roku pojawia się nazwa łasztowni szkutniczej – przy stoczni nad Duńczycą.
Dobrze widać dawny charakter wyspy na obrazie Ludwiga Eduarda Lütkego z 1836 roku, malowanym z Łasztowni: na pierwszym planie składy drewna i żaglowce, po drugiej stronie rzeki zabudowa Starego Miasta. Dziś najlepiej zobaczyć to samo ujęcie z bulwaru przy Morskim Centrum Nauki.
Brąz, zieleń i żółć – oryginalne barwy dźwigozaurów
Dźwigozaury w oryginalnych barwach – brązowe podstawy, zielone kabiny, żółte wysięgnikiFot. Kapitel, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Trzy żurawie portalowe stanęły na nabrzeżu Łasztowni w latach trzydziestych XX wieku. Najpewniej wyprodukowały je zakłady Friedrich Krupp AG. Służyły do rozładunku drobnicy, czyli towarów w workach, skrzyniach i beczkach, i pracowały aż do pierwszych lat XXI wieku. Przetrwały wojnę, zmianę państwa i kilka epok w gospodarce portu.
Gdy przestały być potrzebne, ktoś musiał zdecydować o ich losie. 23 kwietnia 2009 roku Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście przekazał żurawie w darze Muzeum Narodowemu w Szczecinie – przypomina o tym metalowa tabliczka przymocowana do jednego z nich. Dzięki temu nie trafiły na złom, a stały się zabytkami techniki.
Renowacja trwała od 2016 do lutego 2017 roku. Konserwatorzy nie wymyślali nowej kolorystyki: przywrócili pierwotne barwy maszyn. Podstawy są brązowe, kabiny zielone, a wysięgniki żółte. Dzięki temu żurawie są rozpoznawalne z daleka, nawet z drugiego brzegu Odry.
Na żurawiach zainstalowano też oświetlenie. Początkowo włączano je tylko w wybrane dni, a od 2018 roku żurawie świecą każdej nocy. Stoją przy ulicy Wendy, tuż obok Morskiego Centrum Nauki. Podchodząc blisko, warto przyjrzeć się nitowanym konstrukcjom i szukać tabliczki z datą przekazania.
Dźwig plus dinozaur, czyli siedemset lat żurawi na Łasztowni
Nocą żurawie naprawdę przypominają pochylone nad wodą jaszczuryFot. Radek Kucharski, CC BY 4.0, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Nazwa dźwigozaury powstała z połączenia słów dźwig i dinozaur. Wystarczy spojrzeć na żurawie z boku: wysoki portal jak nogi, kabina jak tułów i długi, pochylony nad wodą wysięgnik jak szyja jaszczura. Przezwisko przyjęło się błyskawicznie, a maszyny są dziś powszechnie uważane za jeden z symboli Szczecina. Pojawiają się na pocztówkach i grafikach z widokami Szczecina.
Żurawie na Łasztowni mają jednak znacznie dłuższą historię niż ich przezwisko. Już w średniowieczu przy samym brzegu Odry, tuż obok Mostu Długiego, stał miejski żuraw przeładunkowy. Był to duży budynek, w którym mieściły się urządzenia obrotowe poruszające wysuniętą belką z liną do podnoszenia towarów. Jego istnienie potwierdzają źródła z 1570 roku, a pośrednie wzmianki z XV wieku o opłatach za korzystanie z żurawia pozwalają przypuszczać, że powstał na przełomie XIII i XIV wieku.
Ten dawny żuraw stał mniej więcej tam, gdzie dziś wznosi się gmach Urzędu Celnego z lat 1904–1907. Między nim a dźwigozaurami minęło kilkaset lat, ale funkcja pozostała ta sama: przenosić towary między statkiem a lądem.
Najbardziej dinozaurowo żurawie wyglądają po zmroku, gdy podświetlone na różne kolory odbijają się w wodzie. Dobrym miejscem do obserwacji jest Bulwar Piastowski po drugiej stronie Odry albo taras na dachu Morskiego Centrum Nauki.
Kościół pasterki Gertrudy, który został kościołem Trójcy
Stary kościół św. Gertrudy przed rozbiórką w 1887 rokuFot. Gustav Franck, domena publiczna, Wikimedia Commons (zmniejszone)
Już na przełomie XIII i XIV wieku przy drodze przez wyspę istniała spora osada tragarzy, robotników stoczniowych i rybaków. W 1308 roku zbudowano dla nich kościół św. Gertrudy, a przy nim szpital dla ubogich. Początkowo był drewniany, w 1450 roku przebudowano go w konstrukcji ryglowej. Po reformacji stał się świątynią luterańską, w czasach szwedzkich przebudowano go w stylu barokowym, a podczas okupacji napoleońskiej służył jako obora dla bydła.
Dawna pomorska legenda, spisana w XIX wieku przez Jodocusa Temme, inaczej tłumaczy wezwanie kościoła. Uboga pasterka imieniem Gertruda znalazła po drodze do Dąbia wielki skarb i z wdzięczności ufundowała kościół, który nazwano jej imieniem. Jeszcze w XIX wieku w świątyni miał wisieć obraz przedstawiający pasterkę-fundatorkę.
W 1887 roku, z powodu złego stanu, postanowiono stary kościół rozebrać. Nowy, neogotycki, zaprojektował Wilhelm Meyer-Schwartau i zbudowano go w latach 1894–1896 na fundamentach poprzednika. Po 1945 roku zniszczony kościół kilka razy zmieniał właściciela – trafiał do katolików, Polskiego Kościoła Narodowego, metodystów – a w jego kaplicy, bez oficjalnej zgody władz, zbierało się na nabożeństwa ponad pięciuset niemieckich ewangelików, którzy zostali w mieście. W 1959 roku przejęła go polska parafia ewangelicko-augsburska, a 16 października 1960 roku otrzymał nowe wezwanie: Świętej Trójcy.
Kościół stoi przy ulicy Energetyków, dawnej Grosse Lastadie. W jego ściany wmurowano pięć płyt nagrobnych z XVII i XVIII wieku, a na wieży wiszą żeliwne dzwony z okresu międzywojennego, które przetrwały wojnę, bo nie nadawały się do przetopienia. Kilka figur ołtarzowych z XVI wieku i epitafium z 1661 roku ze starego kościoła można zobaczyć w Muzeum Narodowym.
Kadłub statku na lądzie i marzenie profesora Stelmacha
Najnowszy symbol Łasztowni wygląda jak statek, który przybił do brzegu i postanowił zostać. Budynek Morskiego Centrum Nauki ma 122 metry długości i 14 metrów wysokości, a jego bryła nawiązuje do kształtu kadłuba. W środku, na trzech poziomach wystawienniczych o powierzchni 3,1 tysiąca metrów kwadratowych, stoi ponad dwieście interaktywnych stanowisk o morzu, żegludze, rybołówstwie i porcie. Jest planetarium na 43 osoby, pracownie modelarstwa i szkutnictwa, a na dachu – taras widokowy z restauracją.
Za tym budynkiem stoi historia jednego człowieka. Jerzy Stelmach, astrofizyk i kosmolog z Uniwersytetu Szczecińskiego, od lat dziewięćdziesiątych marzył o centrum nauki w Szczecinie. W 2002 roku współtworzył Eurekę – pierwszą w mieście interaktywną wystawę naukową, którą przez dziewięć lat odwiedziło ponad 200 tysięcy osób. Według jego biografów z doświadczeń szczecińskich korzystali później twórcy Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.
Około 2008 roku Muzeum Narodowe zaprosiło profesora do opracowania programu nowego oddziału – muzeum morskiego połączonego z centrum nauki. Jego zespół przygotował koncepcję muzeum fal, pokazującego zjawiska falowe w wodzie, ziemi, powietrzu i świetle. Na konkurs architektoniczny nadesłano 89 prac, rozstrzygnięto go w 2010 roku. Stelmach zmarł w 2012 roku, zanim ruszyła budowa. Gdy władze województwa zdecydowały się na inwestycję, centrum nadano jego imię.
Odwiedzając centrum, warto wyjść na dach. Z tarasu widać dźwigozaury, Wały Chrobrego i Zamek Książąt Pomorskich – czyli całą panoramę, którą przez wieki oglądali ludzie pracujący na łasztowni.